Ads 468x60px

.

15 sierpnia 2016

Jak (nie)inwestować na giełdzie, czyli słów kilka na temat psychiki gracza giełdowego?


Oszczędzanie, inwestowanie, gra giełdowa - te wszystkie czynności nieodłącznie wiążą się z pomnażaniem pieniędzy. Jednak cała ta operacja wcale nie jest taka prosta jakby się mogło wydawać. Zapraszam Was do tekstu, w którym opisuję moje własne przeżycie inwestycyjne jakie spotkało mnie kilka dni temu.

Jak dobrze wiecie od wielu lat jestem aktywnym uczestnikiem rynku finansowego. Zakładam lokaty, buduję portfel funduszy i gram na giełdzie. Przyznam się szczerze, że ta ostatnia czynność sprawia mi największą przyjemność. Niestety pomimo tego, że na giełdzie działam aktywnie już blisko 7 lat, to nadal zdarza mi się popełniać błędy i to kosztowne.

Zanim opowiem Wam jaka transakcja przyniosła mi ostatnio stratę, to muszę przyznać, że wynika ona wyłącznie ze złamania przeze mnie jednej z zasad jakie stosuję w swoich inwestycjach. Tak, moi drodzy posiadam coś takiego (nazwałem to RULES), którymi się kieruję podczas zawierania transakcji na rynku. Ta, którą złamałem brzmi:

"Nigdy nie graj podczas publikacji ważnych informacji"

Pod tymi słowami kryją się wszelkie decyzje banków centralnych, ogłoszenia wyników wyborów, czy wprowadzanie nowych ustaw. Unikam takich wydarzeń, ponieważ podczas ich trwania rynki są bardzo rozemocjonowane i na ogół trudno jest upolować jasny sygnał otwarcia pozycji. Co więcej, nawet gdy trafimy dobrze w moment "wejścia", to może się okazać, że za chwilę pojawi się nowa informacja, która całkowicie odwróci początkowe nastroje. Innymi słowy lepiej w takich momentach być poza rynkiem i cierpliwie czekać, aż kurz opadnie. Niestety ostatnimi czasy nie wytrzymałem i zagrałem.

Dokładnie było to w chwili ogłaszania nowej ustawy dotyczącej kredytów walutowych. W związku z tym, że wydźwięk tego dokumentu był bardzo pozytywny dla banków, indeksy warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych dość mocno wzrosły. Mój błąd polegał na tym, że w czasie czytania projektu (WIG20 zyskiwał już ponad 1,5 proc.), zagrałem na spadek tego indeksu (giełdy światowe były w tym czasie na dużych minusach). Niestety okazało się, że rynek był bardzo silny i jeszcze wzrósł uruchamiając moje zlecenie zabezpieczające. I tak w ciągu kilkudziesięciu minut straciłem 200 złotych. Spekulacja kosztuje :)

Oczywiście tego, że gra na giełdzie wiąże się z ryzykiem nie muszę nikomu tłumaczyć. Co więcej, podczas "zabawy" instrumentami pochodnymi wręcz trzeba się liczyć ze stratą. Dla mnie najważniejsze jest jednak to, że owa strata powstała na skutek złamania jednej z moich zasad inwestycyjnych (i zbyt bliskiego Stop loss). Dlaczego więc tak zrobiłem? Długo zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, że zadziałałem pod wpływem emocji (pomyślałem, że skoro rynek już tak urósł, cały świat spada, to i nasz parkiet musi się lekko osunąć). Następnego dnia oczywiście spadł, ale ja już byłem poza rynkiem :)

Wniosek z dzisiejszego wpisu jest jeden - nigdy nie działajcie pod wpływem chwili. Emocje to najgorszy doradca jeśli chodzi o grę na giełdzie. Muszę jednak przyznać, że pomimo poniesionej straty jestem z siebie bardzo zadowolony, gdyż dokładnie wiem z czego ona wynika i co zrobiłem źle - a to jest dużo cenniejsze niż utrata wspomnianych 200 złotych.

Pozdrawiam i udanych transakcji życzę, Jacek

1 komentarz:

  1. Jaką antykoncepcję stosujecie? Ktoś orientuje się w naprotechnologii?

    OdpowiedzUsuń

 

Zastrzeżenie

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Wszystkie decyzje inwestycyjne czytelnik podejmuje na własną odpowiedzialność.
 
Blogger Templates